Skórzane rękodzieło prosto z warsztatu na czterech kołach

Który przemierza iberyjskie ziemie

Z koronawirusem w tle czyli podróże w czasach zarazy

19/04/2021 17:42

COVID, Europa, pandemia, podróże, podróżowanie, poradnik

Ostatni rok był dla nas wszystkich wyjątkowy. Niestety nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Od marca, a może nawet lutego, 2020 nie mówi się o niczym innym a o światowej pandemii. Czy ktoś odgryzł głowę nietoperza w odległej, chińskiej prowincji Wuhan i w ten sposób rozpoczął apokalipsę – tego nie wiem. Słyszałam też, że to Bill Gates wyhodował wirusa, który miał posłużyć kontroli światowej populacji oraz, że rosyjscy naukowcy twierdzą, że to nie wirus a bakteria, wyniszcza nasze społeczeństwo. Moje ulubione stwierdzenie to te, według którego z każdym testem PCR wszczepia się nam chipa, którym później można nas kontrolować (tak jakby już tego nie robiono przez nasze wszystkowiedzące telefony komórkowe, błagam). Powiem Wam bardzo szczerze – w ogóle mnie to nie obchodzi. Był moment, w którym pandemia i kwarantanna dały nam się we znaki bo jednak w pewien sposób, została ograniczona nasza wolność. Mieszkamy jednak w vanie, także to ograniczenia polegało jedynie na tym, że nie zawsze mogliśmy równie „bezproblemowo” jak wcześniej robić to na co mieliśmy ochotę. Na pewno całe to zamieszanie nie dotknęło nas równie mocno jak wielu z Was. Chciałam Wam jednak dzisiaj coś powiedzieć – życie toczy się dalej.

Nic się nie zmieniło, dalej życie jest ulotne i dalej, w każdej chwili, może się skończyć. Dlatego, tak samo jak wcześniej, wykorzystajmy te chwile, które mamy, jak najlepiej potrafimy i zamiast skupiać się na tym, czego nam zabraniają, skupmy się na tym co dalej możemy robić, lub jak możemy to robić. Jestem częściowo anarchistką ale też, ponieważ nie żyję w 100% poza systemem (jeszcze – dalej mam konto w banku, dowód osobisty, legalną pracę z umową, telefon itp.), wiem że czasem trzeba się do pewnych rzeczy dostosować. To nie znaczy jednak, że trzeba być uległym. Ja w życiu cenię sobie spokój i wolność, nie lubię jak ktoś mi to odbiera i w jakikolwiek sposób narusza, dlatego nauczyłam się lawirować między ogólnie przyjętymi zasadami.

Ten przydługi wstęp jest wprowadzeniem do artykułu o podróżowaniu w czasach zarazy. Jest to gorący temat a ja od 18 lutego jestem poza granicami kraju, w którym mieszkam i od tego czasu przejechałam po Europie już prawie 10 000km samochodem (taką mam pracę) i trzykrotnie płynęłam promem. Moje obecne przemieszczanie jest stricte związane z pracą, którą wykonuję i zawsze przekraczam granicę z aktualnym wynikiem PCR (według niektórych powinnam już mieć 5 chipów bo dokładnie tyle testów miałam wykonanych w tym roku) ale nie o testach chciałam pisać. Chciałabym przedstawić Wam moje spostrzeżenia na temat tego jak ta cała sytuacja jest postrzegana w kilku krajach, jak wyglądają obostrzenia i co najważniejsze – podróże (w tym kontrole policji na granicach, a właściwie ich brak). Ważna informacja – przemieszczam się autem, nie wiem jak wyglądają obecnie podróże samolotem.

HISZPANIA

To kraj, w którym mieszkam na stałe. Od marca 2020 do lutego 2021 właśnie w Hiszpanii spędzałam wszystkie „fale koronawirusa”. Najpierw było całkowite zamknięcie, potem rozluźnienie, potem ponowne zamknięcie. Oczywiście na wszystkie święta obostrzenia są rozluźniane, godzina policyjna przesuwana i już można się poruszać z większą swobodą. Nie będę Wam jednak opisywać jak wyglądał cały rok pandemii w Hiszpanii, skupię się na początku lutego czyli okresie tuż przed moim wyjazdem. Zimowaliśmy na wsi, w Andaluzji, w okolicach granicy z Portugalią. Obostrzenia na terenie Hiszpanii są uzależnione od lokalnych władz. Wspólnoty Autonomiczne (takie jakby nasze województwa) decydują indywidualnie o tym, co na ich obszarze wolno a czego nie. W Andaluzji zakaz przemieszczania obowiązywał w poszczególnych prowincjach, a nawet miastach. Aktualny stan możemy sprawdzić na https://www.mapacovid.es/ wpisując nazwę miasta, które nas interesuje. Ja przez całą zimę nie miałam żadnej kontroli i znam jedną osobę, która dostała mandat za przemieszczanie się bez powodu poza granice miasta objętego wówczas „ścisłą” kwarantanną. W międzyczasie przyjechało jednak do Andaluzji wiele ekip z Polski vanami i kamperami (mówiąc wiele mam na myśli więcej niż 20 samochodów) i nikt nie dostał mandatu (wśród tych osób, o których wiem). Oczywiście obowiązywał i obowiązuje nakaz noszenia maseczek (wszędzie), godzina policyjna (wówczas od 22:00, teraz od 23:00 – 6:00) i falami zamykają i otwierają bary, restauracje i sklepy. Ciężko się już połapać, trzeba być bardzo na bieżąco. Czy ludzie się stosują? Tak jak wszędzie – i tak i nie. Na plaży, w okolicy naszego ostatniego miejsca pobytu, nikt nie nosił maseczek. Jedynie w miejscach zatłoczonych i w pomieszczeniach zamkniętych. W barach i restauracjach, ponieważ musimy jakoś spożywać zakupione produkty, nie nosi się maseczek. Kwarantanna? Jeśli ktoś podejrzewa u siebie wirusa, ma jakiekolwiek symptomy, poprzez infolinię lub aplikację w telefonie, kontaktuje się z odpowiednimi osobami, które następnie zlecają (lub nie) wykonanie testu. Do czasu otrzymania wyniku testu nie wychodzimy z domu, później, w przypadku gdy wynik jest pozytywny, narzuca się nam i wszystkich domownikom, oraz osobom, z którymi mieliśmy kontakt, kwarantannę (jej długość zmienia się regularnie). Nie wolno nam wychodzić z domu, ale nikt tego nie sprawdza. Po odsiedzeniu swojego wyroku powtarzamy test. Oczywiście jeśli jest negatywny to wracamy do zwykłej, szarej codzienności. Jeśli, tak jak było w przypadku moich znajomych z pracy, test wyjdzie pozytywny a jesteśmy poza granicami wspólnoty autonomicznej, w której mieszkamy na stałe, możemy zostać skierowani do „hotelu COVID”. Tak przynajmniej wygląda procedura w Kraju Basków. Otrzymujemy tam wyżywienie i nie wolno nam opuszczać pokoju. Ja do tej pory miałam 5 wyników negatywnych, a w tym roku czeka mnie jeszcze kilka testów. Zobaczymy czy utrzymam tendencję

FRANCJA

W drugiej połowie lutego pojechałam do Francji. Nie sprawdzono mi testu ani nie kontrolowano mnie ani razu w ciągu ponad 6 tygodni, chociaż spędzam praktycznie 8 godzin dziennie jeżdżąc autem na zagranicznych rejestracjach. We Francji sytuacja jest gorsza niż w Hiszpanii bo wszystko jest pozamykane – restauracje czy bary serwują tylko na wynos, godzina policyjna dopiero niedawno przesunięta została z 18:00 na 19:00 a to oznacza, że od 19:00 trzeba się kisić w domu i nie wolno przebywać na dworze. Zamykają wówczas wszystkie sklepy, nigdzie nie kupisz ani bułki ani piwa (jedynie zamawiając jedzenie na wynos). Obowiązek noszenia maseczek na ulicach jest ograniczony do pewnych stref, nie trzeba zakrywać się wszędzie. W międzyczasie byłam na Korsyce i sprawdzano mi testy w porcie, w drodze na wyspę i z powrotem. Na Korsyce obowiązują te same obostrzenia, a jednak jest jakoś luźniej. Ludzie podchodzą do tego jak to zwykle wyspiarze – z dystansem.

DROGA DO SZWECJI + DANIA

Z Francji ruszyłam do Szwecji przez Luksemburg i Niemcy (tam wjeżdżaliśmy na prom). Ani jednej kontroli, nawet nie widziałam policji podczas ponad 800km podróży. W porcie sprawdzono wyniki testu. Z Malmö chciałam wybrać się do Kopenhagi ale to niestety nie było możliwe. Okazało się, że Dania, w przeciwieństwie do Szwecji, o której napiszę za chwilę, podeszła do tematu bardzo nadgorliwie. Malmö z Kopenhagą łączy most Oresund, można pojechać na drugi brzeg pociągiem ale dojedziemy nim tylko na lotnisko, na którym zostaną sprawdzone nasze testy (muszą być wykonane maksymalnie 24 godziny przed podróżą). Nie zostaniemy wpuszczeni do Danii, jeśli nie mamy ważnego powodu, dla którego podróżujemy – na liście powodów znajdziemy między innymi posiadanie paszportu dyplomatycznego, bycie spokrewnionym lub w związku z osobą ciężko chorą lub umierającą czy uczestnictwo w pogrzebie. Lista jest bardzo długa, ale nie znajdziemy na niej na pewno celów turystycznych. Jeśli jednak mamy ważny powód i test, to nawet jak nas wpuszczą zostaniemy objęci przymusową, 10 dniową kwarantanną. Także na dzień dzisiejszy Dania nie jest zbyt dobrą destynacją jeśli chodzi o podróże.

 

SZWECJA

O Szwecji i jej stosunku do COVID-19 pisałam już wcześniej ale chętnie powtórzę, bo jestem oczarowana tym jak niezwykłym społeczeństwem są Szwedzi. Otóż w Szwecji pandemia została po prostu zignorowana. Nie mogę napisać, że nie istniała bo byłoby to sprzeczne z definicją słowa pandemia. W Szwecji rząd zarekomendował pewne zachowania, na przykład na samym początku, w marcu ubiegłego roku, kiedy w Hiszpanii policja legitymowała wszystkich co 500 metrów (i to nie jest żart tylko osobiste doświadczenie) w Szwecji zalecono pozostanie w domach i noszenie maseczek w miejscach zatłoczonych, szczególnie przez osoby wysokiego ryzyka np. osoby starsze. Ponieważ Szwedzi są świadomi i najwyraźniej mają równie świadomy rząd, po prostu zastosowali się do zaleceń, ale po prostu jest to piękne, że nie trzeba im było niczego zabraniać, nakazywać, zakazywać czy narzucać. Nie trzeba było straszyć mandatami. Były zalecenia. Nigdy nie obowiązywał nakaz noszenia maseczek czy godzina policyjna. Na dzień dzisiejszy jest tak samo, czyli… NORMALNIE. Jedynie nie sprzedaje się obecnie alkoholu w barach czy restauracjach po godzinie 20:00 ale musicie wiedzieć, że w Szwecji generalnie kwestie alkoholu są inaczej rozwiązywane, o czym również wspomniałam w poprzednim artykule, więc ten zakaz / nakaz nie jest chyba wybitnie krzywdzący dla nikogo (oprócz niektórych obcokrajowców). Nigdy bym nie pomyślała, że tak bardzo spodoba mi się w Szwecji, tylko ten klimat…

Na zakończenie mam dla Was kilka liczb , chociaż nie jestem pewna jakie źródło mogłabym uznać za naprawdę rzetelne. Wybrałam światową organizację zdrowia. Mam nadzieję, że zinterpretujecie te statystyki prawidłowo

  Populacja Ilość przypadków  Ilość przypadków śmiertelnych % populacji, który zachorował % który zmarł
Szwecja 10 230 000
900 000
Polska 37 970 000 2 700 000 62 133 7,11 % 0,16%
Niemcy 83 020 000  3 170 000 80 353 3,82% 0,1%
Hiszpania 46 940 000 3 430 000 77 102 7,3% 0,16%
Francja 67 060 000 5 300 000 101 000 7,9% 0,15%

Reasumując w telegraficznym skrócie – w kraju, w którym praktycznie w ogóle nie było żadnych obostrzeń, zachorował taki sam odsetek społeczeństwa jak w krajach, w których od roku mamy pozamykane wszelkie działalności gospodarcze, godzinę policyjną i obowiązkowe maseczki. Przypadków śmiertelnych mamy mniej niż w każdym z wymienionych wyżej krajów oprócz Niemiec. Pragnę również przypomnieć, że ponieważ w Szwecji nie było tak zwanego lockdownu, również służba zdrowia funkcjonowała normalnie, udzielając pomocy osobom potrzebującym, przewlekle (i nie tylko) chorującym, a nie tak jak w wielu krajach, chorym na COVID. 

Copyright © 2019 ArteCaravana. All rights reserved. Designed by ArteCaravana