Skórzane rękodzieło prosto z warsztatu na czterech kołach

Który przemierza iberyjskie ziemie

Trekking Salkantay – od Laguny Humantay do Machu Picchu

28/12/2021 13:55

Ameryka Południowa, Cusco, góry, Peru, podróże, podróżowanie, poradnik, przewodnik, trekking

Prawdopodobnie marzeniem każdego przybywającego po raz pierwszy do Peru jest wyprawa do Machu Picchu. Niestety nie wszystkich nas stać na wyprawę legendarnym szlakiem Inków, na który możemy wybrać się jedynie z oficjalnym przewodnikiem i biurem podróży, a koszt takiej wyprawy przekroczy 500$ od osoby. Świetną alternatywą dla Camino Inca jest trekking Salkantay (od nazwy ośnieżonego szczytu o wysokości 6271m, który widzimy w trakcie pierwszego i drugiego dnia wędrówki).

Informacje praktyczne:

  1. Czy można zrobić bez przewodnika / biura podróży: TAK
  2. Czas trwania Salkantay: 5 dni, 4 noce
  3. Punkt startowy: Mollepata lub Soraypampa
  4. Punkt końcowy: Machu Picchu
  5. Poziom trudności: 6/10 (najtrudniejsze są cztery pierwsze godziny drugiego dnia, reszta „z górki”)
  6. Czy trzeba zabierać namiot: NIE (czytaj dalej)
  7. Czy po drodze jest woda: TAK
  8. Trasa:
    – Dzień 1 – Cusco – Soraypampa – Laguna Humantay
    – Dzień 2 – Soraypampa – Chaullay / Colcapampa
    – Dzień 3 – Chaullay / Colcapampa – Santa Teresa
    albo Chaullay / Colcapampa – Lucmabamba
    – Dzień 4 – Santa Teresa / Lucmabamba – Aguas Calientes
    – Dzień 5 – Aguas Calientes – Machu Picchu

10. Koszt na osobę według mojego trekkingu w solach czyli praktycznie jakby były w złotówkach (szczegóły są rozpisane w dalszych akapitach)
– wejście na szlak 20
– transport 116 (z Cusco i z powrotem)
– 4 noclegi bez namiotu (94)
– jedzenie i woda (przekąski i ciepłe posiłki): 114
– Machu Picchu 152
Koszt całkowity 496 soli / zł (124$) – 5 dni, 4 noce

Ewentualne dodatkowe koszta:
– wifi w Colcapampa 10
– ciepły prysznic w Colcapampa 10
– konie na lagunę 80
– konie na przełęcz 100
– kawa na pamiątkę 25 za 250g
– wody termalne w Santa Teresa z Taxi 22

Ja wydałam trochę więcej bo kupiłam sobie kawę, spędziłam jeden dodatkowy dzień w Santa Teresa i pojechałam na termy, a po wizycie w Machu Picchu zostałam jedną noc więcej w Aguas Calientes.

1. Czy można zrobić bez przewodnika / biura podróży: TAK

Można na trekking Salkantay wybrać się na własną rękę chociaż biura poroży oferują opcje z przewodnikiem, które zaczynaja się już od 160$ (w cenie zawarta wejściówka na Machu Picchu). Ja na trekking poszłam sama i jestem zadowolona ale chciałabym zwrócić Wam uwagę na kilka kwestii.

Przede wszystkim jeśli nie macie doświadczenia w chodzeniu po górach i nie uprawiacie regularnie żadnego sportu, zastanówcie się dwa razy. Pierwsze dwa dni są bardzo wymagające fizycznie, przede wszystkim ze względu na wysokość. Soraypampa, w której zaczynamy spacer na Lagunę Humantay a potem tam śpimy, leży na wysokości 3900m n.p.m. – nie muszę chyba wspominać o dobrej aklimatyzacji wcześniej! (O radzeniu sobie z choroba wysokościowa przeczytacie tutaj oraz tutaj). I nie, nie wystarczą dwa dni w Cusco. My aklimatyzowaliśmy się 2 tygodnie a i tak chodzenie po górach jest dla nas nie lada wyczynem ze względu na problemy z oddychaniem i bardzo szybkie męczenie się. Poznałam też francuza, który uprawia regularnie sporty wyczynowe i też potrzebował dwa tygodnie na przyzwyczajenie się do wysokości. Nie dajcie się zwieść biurom czy artykułom w internecie, które mówią, że po dwóch dniach jesteście jak szerpowie w Himalajach. Nie, nie jesteście i nigdy nie będziecie. To jest naprawdę wymagające wyzwanie, szczególnie, że trzeba zabrać ze sobą plecak pełen rzeczy. Dlatego dla niektórych opcja z przewodnikiem jest naprawdę wskazana – wasze rzeczy pojadą na koniach, razem z kucharzem i jedzeniem czy namiotami a wy możecie przejść Salkantay tylko z lekkim plecakiem. Druga opcja to wybranie się drugiego dnia rano konno na przełęcz. Jeśli obudzicie się rano w słabej kondycji, naprawdę nie ryzykujcie.

2. Co ze sobą zabrać?


– Dobre, trekingowe ubranie i obuwie. Nie da się iść w butach sportowych typu adidasy, musza być naprawdę dobre nieprzemakalne buty wysokogórskie (część trasy przechodzi przez strumyki i małe rzeki i nieraz musimy przejść bezpośrednio przez wodę).
– Kijki trekingowe (albo jeden) – w Cusco można kupić najtańsze po 25 soli (zł) za sztukę. Naprawdę szybko stanie/staną się Twoim najlepszym kumplem, choć równie szybko się zepsuje (mój ledwo dotrwał do końca trekkingu)
– Okulary przeciwsłoneczne i krem z filtrem (najlepiej 50+)
– Bieliznę termoaktywną (głównie przydatna w pierwsze dwa dni bo potrafi być naprawdę zimno na tej wysokości, szczególnie w nocy)
– Dobre, nieprzemakalne rzeczy – ja miałam kurtkę, pelerynę (pod którą mieści się również plecak), pokrowiec na plecak, spodnie (które nakłada się na zwykle spodnie)
– Śpiwór – wytrzymujący minimum temperatury do -5
– Skarpetki, majtki, koszulki – ograniczone do minimum (ja miałam po dwie pary)
– Ręcznik (w hostelach czy campingowych nie ma)
– Coś na szyję (ja używam buffa), czapka i rękawiczki
– czołówka – latarka to jest podstawowy i obowiązkowy element wyposażenia na każdej wyprawie, nie tylko górskiej
– Dobry plecak i sprzęt elektorniczny (ja miałam tylko telefon, który służy mi za aparat; mp3, z której słucham audiobooków; kindle na bezinternetowe wieczory; ładowarki i kable oraz drona, którym nie latałam ani razu ale jego baterie posłużyły mi chociaż za powerbank)
– Jedzenie na pierwszy i drugi dzień – w Soraypampie jest drogo w sklepie i jest mało dostępnych produktów, o lunch trzeba poprosić od razu po przyjeździe w swoim hostelu / campingu – jak tego nie zrobimy to możemy zapomnieć o ciepłym posiłku wieczorem. Drugiego dnia, ciepłe jedzenie czeka na nas na końcu trasy czyli po 16:00 dlatego warto zabrać z Cusco dwa litry wody i coś do przekąszania – poza tym słodkie w górach jest jak najbardziej mile widziane. Ja zabrałam jakieś ciastka, chleb, ser, majonez i pomidory (miałam na dwa pierwsze śniadania i kolacje).
Liście koki – do żucia na trasie albo żeby zrobić sobie herbatę tak jak ja i trzymać ją w termosie. Wolę herbatę z koki niż smak żutych liści – a o tym, że liście koki pomagają przy chorobie wysokościowej już wiecie stąd i stąd.
– Coś na komary na drugą połowę trekkingu
– Papier toaletowy

3. Najlepsza pora

Kiedy w Europie mamy zimę (grudzień – marzec) w Peru jest lato ALE W GÓRACH JEST PORA DESZCZOWA. Jeśli chcecie uniknąć tłumów i wyższych cen polecam wybrać się na Salkantay między wrześniem a listopadem. W grudniu zaczynają się deszcze i trzeba mieć szczęście (tak jak ja), żeby cały czas nie padało a na dodatek na trasie napotkamy dużo niebezpiecznych osuwisk. Styczeń i luty to najgorsze deszczowe miesiące, od marca robi się lepiej ale tak naprawdę w kwietniu powraca pora sucha dlatego ceny szybują w górę. Od maja do września jest najwiecej turystów i jest najcieplej, co wcale nie oznacza, najlepiej.

4. Poziom trudności: 6/10


Powtórzę jeszcze raz, że Salkantay to nie jest łatwy trekking i niezależnie od tego co słyszałeś lub czytałeś – nie daj się zwieść. Jeśli nie masz dobrej kondycji oczywiście możesz dać sobie radę ale naprawdę zalecam wybrać się wtedy z przewodnikiem – unikniesz chociaż konieczności dźwigania 10kg plecaka (jak ja…) a gdyby, odpukać, coś się stało, pomoc będzie na wyciągnięcie ręki. Najtrudniejsze są cztery pierwsze godziny drugiego dnia, czyli wejście z Soraypampy na Przełęcz Salkantay z 3900m n.p.m. na 4630m n.p.m. Przejście 9km zajmuje lokalnym 1,5h, turystom od 3 do 5. Nie spiesz się, idź swoim tempem. Jeśli rano obudzisz się nie czując się dobrze, możesz wybrać się na przełęcz konno za dodatkową opłatą. Plusem jest to, że na trasie spotyka się mnóstwo ludzi i są również zabudowania (nie tak jak na treku Ausangate).

5. Czy trzeba zabierać namiot: NIE


Można zabrać namiot jeśli chce się trochę oszczędzić – moim zdaniem jest to opcja bez sensu. Chyba, że planujesz wydłużyć sobie trekking, spać w kilku dodatkowych miejscach na dziko – wówczas może warto zabrać namiot. W przeciwnym razie lepiej korzystać z zakwaterowania, którego na trasie nie brakuje, jest tanio (10-20 soli od osoby) i nie musisz dźwigać dodatkowego ciężaru.

6. Czy po drodze jest woda: TAK

Można w wielu miejscach kupić wodę butelkowaną i to jest zalecane rozwiązanie chociaż mało ekologiczne (plastik). Po drodze jest wiele miejsc gdzie można nabrać wody ale ponieważ wypasają się tam zwierzęta nie polecam pić tej wody bez uprzedniego udrożnienia jej.

7. Trasa Salkantay i przebieg

Dzień 1

Z Cusco jedziemy do Mollepaty (z przystanku Arcopata, cena 15-30 soli od osoby) a następnie idziemy lub jedziemy do Soraypampy. Do Soraypampy idzie się 6 godzin bo to 27km i to pod górę (musimy pokonać ponad 1200m różnicy wysokości). Moim zdaniem ten etap podróży najlepiej odpuścić – wystarczająco wymagający jest dzień drugi. Z Mollepaty możemy wziąć taksówkę za 80 soli (dobra opcja jeśli podróżujemy w więcej osób lub mamy szczęście i ktoś, podobnie jak my, czeka na transport na górę i możemy z innymi podróżnikami podzielić się kosztami). Ja, ponieważ podróżowałam solo, wykupiłam w Cusco wycieczkę na lagunę za 60 soli od osoby (15$) – w cenie jest śniadanie po drodze oraz lunch (który niestety musimy odpuścić bo je się go w drodze powrotnej do Cusco a my zostajemy w Spraypampie). Taka opcja jest wygodna i w miarę ekonomiczna, szczególnie dla osób podróżujących samotnie. Za 60 soli mamy zapewniony transport bezpośrednio do Soraypampy z Cusco ze śniadaniem po drodze. Wyjeżdża się o 4:30 więc naprawdę wcześnie dociera się na miejsce. Ja od razu ogarnęłam zakwaterowanie, zostawiłam rzeczy i na lagunę Humantay poszłam z lżejszym plecakiem. Pamiętaj, żeby uprzedzić w hostelu lub na kampingu jeśli chcesz po powrocie z laguny zjeść ciepły posiłek. Jeśli nie dasz znać od razu, zapomnij, że zjesz cokolwiek – posiłki są przygotowywane tylko na zamówienie, nie ma otwartej restauracji, w której można tak po prostu zjeść.

Z Soraypampy (3900m n.p.m.) idzie się około 1.5h na Lagunę Humantay (4300m n.p.m.). Jeśli nie czujesz się na siłach, za przejażdżkę konno zapłacisz 80 soli (w jedna stronę). Do pokonania jest dystans raptem 3 km, ale wysokość robi swoje. W drodze i po dotarciu na górę spotkasz wiele osób – jeśli chcesz mieć lagunę tylko dla siebie odczekaj do godziny 14:00 – 15:00 kiedy zorganizowane grupy zaczynają schodzić.

W Soraypampie nie ma zasięgu. W sklepie za 10 soli jest godzina internetu ale jak ja byłam, nie działał. Także przygotuj się na minimum 36h offline.

Nocleg za osobę zaczyna się od 15 soli. Jest gdzie kupić wodę ale generalnie na całej trasie jest dwukrotnie drożej, dlatego ja wzięłam trochę wody i ciastek na zapas z Cusco. W nocy potrafi być bardzo zimno, ale można zawsze poprosić o dodatkowy koc. Pamiętaj jednak, żeby uzbroić się w dobre, zimowe ubrania.

Ja tego dnia zrobiłam 18km ale biegałam w górę i dół Soraypampy szukając wifi. Powiedzmy, że normalnie powinno to być ok 12-14km

Dzień 2


Z Soraypampy najlepiej wyjść około godziny 6:00. Ja przed wyjściem zaparzyłam sobie herbatę z kiści koki (nie było z tym żadnego problemu). Do przełęczy mamy 9km pod górę i około 750m różnicy wysokości. Jeśli po przebudzeniu uznasz, że nie czujesz się na siłach, masz problemy z oddychaniem lub cokolwiek innego Cię niepokoi możesz zdecydować się na przejechanie pierwszego etapu na koniu – koszt 100 soli. Jeśli Twój plecak jest bardzo ciężki, będą chcieli wysłać dwa konie (targując się wyjdzie ok 150 soli) dlatego, że jeden koń nie udźwignie więcej niż 80kg ciężaru.

Na przełęcz Salkantay ja dotarłam około godziny 9:30-10:00. Warto mieć na sobie rękawiczki, dobrą bieliznę termoaktywną i softshella, który ochroni od mroźnego wiatru. Jak pogoda dopisuje, w tle widać piękny ośnieżony szczyt Salkantay, który wznosi się na ponad 6000m n.p.m. Możecie mi wierzyć – dotarcie na Przełęcz daje niesamowitą satysfakcję ale to naprawdę wymagające podejście. Nie przeceniaj swoich możliwości!

Później jest już z górki – po około 5 km pojawiają się pierwsze zabudowania. Po drodze znajdziecie kilka miejsc, gdzie za opłatą można rozbić namiot (jeśli ktoś jednak zdecyduje się go ze sobą wlec). Można też kupić wodę. Ja miałam duże szczęście bo grupa, która szła z przewodnikiem zaprosiła mnie na lunch – dwie osoby od nich zrezygnowały poprzedniego dnia ze względu na złe samopoczucie, dlatego mieli za dużo jedzenia. Dzięki temu ok godziny 12:30 zjadłam pyszny, ciepły posiłek i schroniłam się pod dachem przed ulewą, która odeszła tak samo szybko jak przyszła. Po lunchu padało może (właściwie kropiło) przez jakieś 15 minut a później było już sucho, choć trochę mgliście. Droga prowadzi cały czas w dół, z 4630m n.p.m. na 2900m n.p.m. Krajobraz mocno się zmienia – z surowego i bardzo skalistego, przechodzi w bardziej zielony, amazoński. Idzie się przyjemnie ale trzeba mieć dobre obuwie bo duża część trasy prowadzi po nierównych kamieniach. Chociaż nachylenie nie jest duże i tak zejście daje się we znaki (szczególnie jeśli dźwigamy ciężki plecak).

Do Chaullay ja dotarłam około 16:00 razem z tragarzami wszystkich grup zorganizowanych. Zaproponowano mi tam nocleg za 20 soli pokój, za 10 soli możliwość rozbicia namiotu pod dachem (bez dostępu do prądu – za ładownie 3 sole od urządzenia), 10 soli za ciepły prysznic i 10 soli za wifi. Ponieważ przeczytałam wcześniej, że w kolejnej wiosce, Colcapampa (Collpapampa) położonej raptem 1 km dalej powinno być taniej, zdecydowałam się kontynuować. Niestety obecnie w Peru jest mało turystów i nie jest to też najlepszy sezon na robienie treku Salkantay, dlatego w Colcapampa większość miejsc była pozamykana. Może faktycznie w szczycie sezonu, przed pandemią, było tam taniej – teraz ceny są identyczne jak w Chaullay. Wybrałam więc pokój za 20 soli i do tego wifi za 10. Nie miałam kontaktu z rzeczywistością od 36h i musiałam dać znać bliskim, że żyje. Pokój wzięłam bo noc wcześniej spałam w takim prowizorycznym namiocie pokrytym strzechą gdzie nie było prądu i wszystkie urządzenia miałam już rozładowane – przede wszystkim telefon, którym cały czas robię zdjęcia. Byłam wykończona i w ogóle nie byłam głodna więc poszłam spać bez kolacji ale udało mi się zasnąć dopiero o 24:00.

W Chaullay i Colcapampa nie ma zasięgu, jest kilka miejsc, które oferują nocleg (pola namiotowe i hostele), można kupić podstawowe produkty spożywcze (mam na myśli ciastka) oraz wodę.

Dzień 3


O 5:00 obudził mnie prosiaczek pod oknem. W moim „pensjonacie” zjadłam za 10 soli śniadanie (smażone jajka z chlebem i herbata z liści koki). Zaparzyłam sobie też herbatę na drogę do termosu. Dzień 3 jest lekki i przyjemny, ale dają się we znaki wszystkie kilometry z poprzednich dwóch dni (18km+25km = 43km). Trasa prowadzi wzdłuż rzeki, nie ma wzniesień, idzie się po płaskim.

Ja korzystam w trakcie wędrówek z aplikacji Maps.me – tym razem było podobnie. Zdecydowałam się jednak nie przechodzić na drugą stronę rzeki, tak jak owa aplikacja sugerowała, i kontynuowałam wzdłuż drogi, którą normalnie poruszają się samochody. Dlaczego? Ze względu na porę deszczową po drodze napotkamy wiele osuwisk, szlak pieszy po drugiej stronie rzeki jest w kilku miejscach właściwie zablokowany i zbyt niebezpieczny. Później okazało się, że grupy zorganizowane również szły tą samą stroną co ja.

Po drodze mija się kilka zabudowań, można napić się soku ze świeżych owoców i zakupić czekoladę wytwarzaną lokalnie z rosnących wszędzie orzechów kakaowca. W porze lunchu docieramy do plantacji kawy w miejscowości Sahuayaco. Możemy zobaczyć jak wyglądają drzewa kawowe i kawa świeżo po zebraniu. Później trzeba ją suszyć przez 12 godzin a dopiero potem się ją praży. Lokalne plantacje sprzedają kawę nieuprażoną dużym koncernom, które maja do dyspozycji odpowiedni sprzęt by prażyć olbrzymie ilości na raz. Na plantacji jednak możemy uprażyć sobie kawę by później jej spróbować. Jest również możliwość kupienia na zapas profesjonalnie (nie przez nas samych) prażonej kawy (250g = 25 soli = 6.25$). Przed zaparzeniem musimy ją oczywiście zmielić a potem pozostaje nam się delektować tym niesamowitym smakiem. Nie przepadam za kawą, a to była najlepsza filiżanka jaką wypiłam w życiu.

Po kawie i lunchu (znów złapałam grupę z poprzedniego dnia i zjadłam z nimi lunch tym razem jednak dając odpowiedni napiwek kucharzowi) możemy ruszyć dalej. Grupy zorganizowane jadą busem do Santa Teresa. Można też złapać taksówkę za 10 soli, ja zdecydowałam się iść pieszo. Do celu pozostało 14 km. Niektórzy w tym miejscu decydują się iść zamiast do Santa Teresa do Llactapata ale jest to dość męczące podejście (3h), na które ja nie miałam już siły. Wybrałam również Santa Teresa ze względu na wody termalne. Jeśli wybierzesz się do Llactapata trzeba potem zejść w dół do Central Hidroelectrica Machu Picchu II a stamtąd mamy jeszcze kolejne 11km do Aguas Calientes gdzie znajdziesz nocleg. Moim zdaniem to zbyt duże wyzwanie (przynajmniej dla mnie) i lepiej rozłożyć sobie tą trasę na dwa dni i zrelaksować się w wodach termalnych w Santa Teresa. Niektórzy spędzają tę noc w miejscowości Lucmabamba zamiast iść do Santa Teresa.

Ja do Santa Teresa dotarłam późnym popołudniem i ulokowałam się w hostelu Puma (20 soli za prywatny pokój za noc z wifi i ciepłym prysznicem), gdzie spędziłam dwie noce. Dotarłam na miejsce wykończona (już 68km za mną) i z odciskami na stopach wiec następny dzień zrobiłam sobie wolny i spędziłam poranek w wodach termalnych.

Za dojazd zapłacimy w jedną stronę 6 soli za moto-taksówkę (najlepiej jechać z kimś, wtedy wyjdzie po 3 sole od głowy). Można oczywiście iść piechotą ale mnie nie było już stać na taki wysiłek (kolejne 5km w jedną stronę). Za wejście płacimy 10 soli i półtorej godziny możemy wygrzewać się w basenach z cieplutką wodą. Wejść można jedynie o określonych godzinach – najlepiej spytać taksówkarza, żeby potem nie czekać przy drzwiach na swoją kolej. Trzeba też umówić się, żeby przyjechał nas odebrać. W każdym razie jak ja byłam to było mało ludzi – właściwie byłam sama, także taksówki nie czekały na parkingu. Może w sezonie jest inaczej.

Dzień 4


Tak jak wspominałam dla mnie to był dzień relaksu ale normalnie, czwartego dnia wybieramy się do Aguas Calientes (czyli Machu Picchu Pueblo). Jeśli zdecydowałeś się spędzić noc w Santa Teresa to teraz pozostaje nam wybrać się w stronę stacji kolejowej Central Hidroelectrica Machu Picchu II. Ja pojechałam dzieloną taksówką, za którą zapłaciłam 6 soli. Można iść pieszo (11km). Stamtąd trzeba iść pieszo wzdłuż torów do Aguas Calientes (11km). Nachylenie jest znikome i można spokojnie dotrzeć na miejsce w ciągu 2 godzin. Ja w Aguas Calientes znalazłam nocleg za 39 soli w prywatnym pokoju z łazienką (i najcieplejszą wodą w jakiej do tej pory miałam okazje się wykąpać w Peru) ale podobno są i tańsze opcje.

Dzień 5 – Machu Picchu


W końcu nadszedł dzień spełnienia marzeń! Jeśli chcesz uniknąć tłumów to kup bilet na wczesne godziny poranne (6:00, 7:00, 8:00) lub dwie ostatnie (13:00, 14:00) bo pozostałe są mocno oblegane, głównie przez grupy zorganizowane.

O samym Machu Picchu przeczytacie w osobnym artykule, a tu tylko najważniejsze kwestie:
– z Aguas Calientes do Machu Picchu mamy kolejnych 9km, które możemy pokonać autobusem (12$ w jedną stronę). Szlak pieszy jest krótszy ale prowadzi stromymi schodami i wspięcie się po nich to naprawdę duży wysiłek.
– Bilety teoretycznie powinno się rezerwować z wyprzedzeniem (szczególnie w sezonie). Ja kupowałam tego samego dnia i zdecydowałam się wejść o 14:00 (ostatnia godzina o której wpuszczają), żeby uniknąć tłumów.
– Od niedawna w Peru obowiązują nowe obostrzenia. Na terenie Machu Picchu trzeba nosić maseczkę, nie jest sprawdzany certyfikat szczepienia
– Na terenie Machu Picchu nie wolno używać selfie stick (podobno dlatego, że ktoś kiedyś zginął od uderzenia pioruna i od tego czasu zakazano) czy latać dronem. Nie wolno również wnosić dużego plecaka więc pamiętaj, żeby zabrać mały. Przy wejściu jest przechowalnia bagażu. 0.5l wody kosztuje 6 soli (czyli 3 x więcej już normalnie – lepiej zabrać zapas z dołu)
– Machu Picchu jest czynne do godziny 17:00

I tak właśnie spełnia się marzenia! Życzę Wam wszystkim, żeby również się udało!

Copyright © 2019 ArteCaravana. All rights reserved. Designed by ArteCaravana